lizzy-spicy blog

Twój nowy blog

Dużo się działo. Połowa kwietnia przyniosła ze sobą coś, na co czekałam parę dobrych lat. Zakochałam się, na poważnie. 5/6 maj. 18 maj – dwa słowa na juwenaliach… Żyjemy sobie. Los rzuca kłody pod nogi, za rogiem czyha na nas idiotka o imieniu Małgorzata. 3 tygodnie temu uznał, że ją kocha, ale w sumie szybko zmienił zdanie, naprawiliśmy to. Miałam dość starania się za dwoje, aczkolwiek.. było warto. Jest poprawa. Nie wiem czy dałabym radę tak bez niego. Po prostu jest mi przy nim dobrze. Ma trudny charakter, ciężko mi się z nim czasem dogadać, ale… kocham go i chociaż nie czuję się już przy nim tak szczęśliwa jak 1,5 miesiąca temu, to jestem pewna, że nikogo nie kocham mocniej.

Sok pomarańczowy lekiem na wszelkie zło.
Moja mnie już nie zbywa, kontakt stały, bardzo dobry.
Przyjaciel to przyjaciel.

M. zdała prawko za 3 razem, jestem z niej cholernie dumna.
Tygodniowy pobyt nad morzem z Ukochanym to jest to.
Oderwaliśmy się od tego małomiasteczkowego syfu chociaż na chwilę.
Kocham, kocham, kocham!

Nie mam pojęcia jak to ogarnąć. Wszystko staje się coraz trudniejsze. Szkoła, znajomości, myślenie, rodzice…
Nie sądziłam, że tak się to potoczy. Zjebanie tylu fajnych opcji poszło mi rewelacyjnie. Muszę to poskładać w całość.
Ludzie mnie dołują i irytują. Ciężko znaleźć kogoś, komu można zaufać i bez obawy o wszystkim pogadać.
A najlepiej jest, gdy z tą osobą znajdziesz wspólny język, rozmawiasz pięć minut, które nagle obracają się w 50. 

Tak, Filip.
Też nie lubię frugo…

 

A ile radości daje samo patrzenie na to maleństwo.
Słodka dziewczynka, taka malutka…
Nie lubię dzieci, ale ona jest wyjątkowa. Bo Jej. :)

 

/ Tak smutno się zrobiło ostatnio… nie wiem dlaczego nic nie pomaga.
:(

 

brad paisley & alison krauss – whiskey lullaby  

Perfekcyjnie spieprzyć tak zajebistą opcję potrafię tylko ja.
A sam dzisiaj dał mi do zrozumienia, że już nic, że przeszło, bo byłam niemiła. Że w sumie to dobrze. I nie wiem czemu, ale potrzebuję rozmowy z Kamilem. On by zrozumiał… To chore.

 

Nie rozumiem dlaczego znowu to zrobiłam.

Mętlik w głowie większy niż kiedykolwiek. Nie da się ukryć. 
M dzisiaj zadzwonił, wrócił. Nie chcę się z nim zobaczyć. Uciekłam. Eh nie umiał zrozumieć bardzo konkretnego „nie”. Później A… wszystko pięknie, aż do piątkowego ogniska. Działo się wiele. Małe Wolfgangi, okej, zabawne. Ale w nocy to już totalny odjazd. Sama z W i D w łóżku. Rozmowa z D, która wiele mi uświadomiła i na swój sposób pomogła. I teraz chociaż nie chce, to odpycham A. Nie powinnam, bo wiem, że jeśli już miałabym wybrać, to właśnie A… Co najlepsze, mam świadomość, że to naprawdę mogłoby coś wnieść do mojego życia. Tylko nie za bardzo wiem, czy dam radę. Zawsze się boję, zbyt wiele zostawiam za sobą, żebym tak nagle mogła zacząć coś nowego. Muszę się z nim spotkać, wyjaśnić. A nawet jeśli nie wyjaśniać, to posiedzieć w ciszy. Ostatnio mam podły humor. 

Szkoda, że Moja tak mnie zbywa. Wyszło na jaw, kto jest prawdziwy. 
Dziękuję, Sz. 

Pidżama Porno – Tom Petty spotyka Debbie Harry
& Adiemus.

Nie chcę wspominać przelotnych miłostek z D i Ż – to był największy błąd. To co zrobiłam… Wymazać z pamięci. Muszę. Nieźle mi idzie.Po  takim cudownym piątku ciężko zastanawiać się nad przeszłością. Dlaczego poczułam coś takiego? Przecież to bez sensu. Całkowicie pozbawione logiki. Ja też? Ja też tak jak M? Nie, nie ma szans. Przecież dam sobie radę. Jest tak dobrze, jak pomyślę co się działo. Być blisko kogoś takiego to naprawdę spełnienie marzeń. 

Po co mi to wszystko?

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że coś może zmienić się tak szybko. Maj minął, jego już nie ma, przeszło mi. Nie okłamuję się – trochę to trwało. Ale zakończenie piękne jest. 

Może dodam tak cichutko, że po 1,5 roku spotkałam pewną osobę. Chyba się zmieniłam przez ten czas. Spędziłam wspaniały piątek 10 czerwca. Bez czarowania – godzina z tak wyjątkową osobą to zbyt mało. Czekam na 17-ty: z nadzieją, że plany wypalą, a ja znowu się z nim spotkam. Ciężko mi uwierzyć, że to wszystko naprawdę się dzieje. Czuję się szczęśliwa. Nie chcę myśleć o tym, ile to potrwa i dlaczego skończy się tak szybko. Po co się tym martwić? Cieszę się tym, co mam na chwilę obecną. Nie zamierzam tego zepsuć. Jest zbyt idealnie żebym mogła  to tak po prostu stracić. :) 

 

Dziękuję Ci za to, D. :) 

 

Nie wiem co się z nami stało. Naprawdę nie wiem. Po raz kolejny, eM. Niszczyłeś moje życie krok po kroku. Od samego początku. Byłam tak zaślepiona, że nie zauważałam, co się działo wokół mnie. Ignorowałam osoby, które okazały się być najważniejszymi dla mnie. 12 styczeń: oficjalny koniec. Nie czuję. 

Ci co trzeba, byli ze mną cały czas. Przemek, dziękuję Ci i to strasznie, strasznie mocno… Chociaż kilka razy namieszałam Ci w życiu – i tak doszliśmy do porozumienia. Cieszę się, że mimo wszystko rozumiemy się nawzajem i dzięki wielkie, że mogę na Ciebie liczyć. Jesteś wyjątkowym przyjacielem, bez wątpienia! :) 

Teraz pozostaje mi czekać na to, aż wszystko z Cz. się wyjaśni. O ile jest jeszcze co wyjaśniać. Przecież wszystko posypało się tak konkretnie. Boże, ile czasu minęło… Przepraszam. 

 

Wiem tylko, że potrzeba mi wiosny. Żeby zacząć żyć na nowo. 

„Nigdy nie wiadomo, z jakiej racji przypomina nam się akurat to, a nie co innego. Pojawia się nagle, ot tak, nie pytając o pozwolenie. I nigdy nie wiesz, kiedy da ci spokój. Jedyne czego możesz być pewnym, to że, niestety, nawiedzi cię ponownie. Ale zazwyczaj to kwestia kilku sekund. I już wiem, jak sobie z tym radzić. Wystarczy nie poddawać się temu zbytnio. Jak tylko pojawi się wspomnienie, należy niezwłocznie zostawić je samemu sobie, oddalić się natychmiast, bez żalu, nie idąc na żadne ustępstwa, pozwolić, by pozostało nieostre, nie dać mu się wciągnąć. Tak, by uniknąć bólu. Właśnie, już lepiej… Już po wszystkim.” 

Mogłabym godzinami opisywać każdy miesiąc po kawałeczku, co wydarzyło się od maja, ale i tak nie ma sensu. To, co trzeba zapamiętam. Na zawsze. 2 lipiec, jak się poznaliśmy, 21 wrzesień, jak zakończyłeś wszystko, co było. Tak miało być i nie mam zamiaru wciąż i wciąż się obwiniać o to, że ja coś spierdoliłam. Nie czuję się ani lepiej, ani gorzej. Jest mi tak „bylejak”. Żyję, bo trzeba. Z tą średnią szkołą jest jakaś porażka. Byle wytrwać do maja, aż Cię już nie będzie w tej szkole, eM. Mam dość patrzenia na Twój ryj. 


‚Wierzyła, przez parę krótkich chwil, niesamowicie słodkich chwil,
że jest kimś wyjątkowym, szczęściarą, bohaterką romansu ze szczęśliwym zakończeniem.’

Miałeś tak kiedyś? Nie możesz zasnąć, trzymając w
ręku telefon, ciągle odblokowując klawiaturę -
a nuż,może jest sms, może nie było słychać dźwięku…
Rano wstajesz półprzytomny, szukasz kogoś w tłumie ludzi, choć wiesz,że
tam, go nie ma..
żyjesz nadzieją, że może.. może dziś, może właśnie w tym tłumie.. że
może..
Ach,miałeś tak? Bagatelizujesz wszystkie inne sprawy, tylko dla tej
jednej,
chociaż doskonale wiesz,że jest ona pozbawiona sensu…. Miałeś tak? No
właśnie, nie miałeś tak,
więc proszę nie mów mi, że rozumiesz.


I’m going to go to bed earlier. Coz my plans are going to fuck. I’ve got
so much homework for tomorrow… I wanna kill myself, i have no idea
how can I stop thinking about u, hun. You really like my mind, You
reside in my head permanently. I hate you, I love you, I need you, I
miss you, I… I… I don’t know what i have to do. I am waiting for
your message, but I know that this waiting doesn’t make sense.

I wiesz co Ci powiem? Idzie mi nieźle pamiętanie o tym, żeby zapomnieć.

Szczerze mówiąc, jestem cholernie ciekawa czy
Tobie na mnie zależy… Czy myślisz o mnie tak samo intensywnie jak ja o
tobie i czy dla mnie w ogóle jest miejsce w twoim świecie !? No tak
przecież zapomniałam, jesteś wiecznie zajęty i nieosiągalny.. Wybacz, że
śmiałam pomyśleć, że mógłbyś należeć do mnie.

Spotkałam Cię dziś. Znów. Przeszłam obok Ciebie trzy razy „przypadkiem”,
w odległości około sześć i pół centymetra. Sześćdziesiąt pięć
milimetrów dzieliło mnie od Ciebie, rozumiesz? Nigdy nie zrozumiesz.
Nikt nie jest w stanie zrozumieć mojej radości. I chciałoby się tak na
moment wyłączyć myśli i zapomnieć. Bo czasem jest fajnie z tymi myślami,
ale po dłuższym czasie dobijają, przygniatają, przytłaczają, dołują.
Pogoda też robi swoje… A co najlepsze – czyżby wracała sprawa z
Adrianem? Sama nie wiem, czy chce tego, ale coś mnie do niego przyciąga,
jak wcześniej. Wcześniej było łatwiej… Wcześniej nie było Ciebie, K.
Wcześniej dla mnie nie istniałeś, K. Wcześniej wcale Cię nie
potrzebowałam, żeby oddychać, K. Wcześniej, wcześniej, wcześniej, (…),
wcześniej! Tak naprawdę, to nie przypuszczałabym, że coś, co było przed
rozmowami z Tobą zdefiniuję w ten sposób. Ten czas był nijaki. I
chociaż wypełniony ( przepełniony?) był Adrianem to jednak w nim
czegoś brakowało. Zrozumiałam, że „czymś”, tą cząsteczką byłeś Ty. Ty,
ten K., który ignoruje mnie, udaje, że nie zna, rzadko odpisuje na
SMS-y, rzadko patrzy, rzadko odpowiada „cześć”. Ten K., którego widok
przyprawia mnie o palpitację serca. Tak właściwie, to jest WAS dwóch,
Panowie K., Bo Wasze imiona są nad wyraz pociągające, tak jak WY. Mimo
wszystko, pora wyrzucić Was obu „ze mnie” i zakończyć ten rozdział.
Nadzieję jednak mam, odzyskać błogi stan..

Łudziłam się, że można kogoś rozebrać z emocji.
Tak jak zostawia się płaszcz w brudnym holu. Stare zawiasy przeszłości
już nawet nie raczą zaskrzypieć. I te wyznania, pełne kurzu, resztek
rzęs. Wisiał róż, może czerwień, atłasowy po ostatni guzik pewności.
Gdzieś nad szyję. Pod kolano. Niedorzecznie idealny szew. Pewny krok
mówi, że on ciągle tam trwa. W upojeniu, bez godzin. Krok w prawo tylko
spojrzeniem, nic nie zdradza, tylko wie. Że zawsze można zawiązać
kurtynę rzęs na supełki, zgasić świecę, z jego rękawa wyciągnąć szal.
Tylko tym żywiła się naiwność, zrodzona za mostkiem. Był niewątpliwie.
Uginając się wdzięcznie, pod parasolem spojrzeń. Niby
nieświadomie.Wszyscy chcąc zerwać niteczkę między nim a solidną, trwałą
istotą, powstałą niby z niczego i znikąd, zaczepiali wzrok tak do ciepła
bezwstydnie. A jeszcze bardziej na tę pajęczynę tętnic, drżących
miarowo pod oddechem niby wiatrem. Jakby szybciej, mocniej, czulej…Bez
wódki, na szpilkach stoi tam nadal. Tylko ciepły kurz okrył śnieg.
Mimo, że zaczął się drugi akt. Czarno biały fortepian nuci naszą
piosenkę.
Proszę, naucz mnie być kimś innym.



Mogę zupełnie szczerze, nawet pod przysięgą, powiedzieć, że nie jestem
zadowolona z przebiegu zdarzeń. Nic nie idzie po mojej myśli. Dziwi mnie
jedynie fakt, że czuję się cholernie szczęśliwa, taka… dorosła(?)
Czuję, że mogę wszystko i jeszcze więcej! Świadomość tego, że mam z kim
porozmawiać, że codziennie jestem na zakupach, że co drugi dzień zjadam
tabliczkę czekolady sprawia, że chce mi się żyć. Totalne błahostki, a
ja… ja dostałam od życia takiego kopa w dupę, że nie mam czasu na
smutki. Nie mam czasu na tęsknotę. Ale tęsknię, bo coś jednak (tam za
mostkiem) kłuje niemiłosiernie, jak tylko usłyszę w tłumie Twoje imię.
Magia, magia, magia… I Ania Dąbrowska doskonale oddaje swoimi
piosenkami to, co we mnie siedzi. Ogromnie dziękuję Ci, że jesteś gdzieś
TAM i nie masz pojęcia o słowach, które chciałabym Ci
powiedzieć.


Idiotka po prostu Idiotka, po raz kolejny
pozwoliłam sobie gdy przymykałam oczy przed snem wyobrazić sobie te
wyimaginowane spotkanie, pomyśleć jakby to było fajnie chociaż głos w
środku dudnił
„Jedną myślą to zepsujesz”, ale oczywiście `Panna A co mi tam` musiała,
no musiała się pokusić i co teraz masz? Powtórkę z rozrywki, zaczynaj od
nowa zapominać bo teraz to nic z tego nie będzie.

Jak Boga kocham – jesteś mi obojętny. Myślisz, że jesteś idealny, że
żadna Cię nie może mieć, poza NIĄ. Jesteś frajerem, wiesz? Słodkim,
kochanym, FRAJEREM. Pogodziłam się z tym, jak mnie traktujesz. I wybacz,
ale ja sobie na to nie pozwolę, bo jestem kimś ponad Tobą i ponad Twoim
chorym myśleniem. Jest ze mną dobrze, pod każdym względem. Nauczyłam
się przez ten czas do większości spraw podchodzić z pewnym dystansem.
Zmieniam się. Oby na jak najlepsze!

Czas na mnie, klasa 3 gimnazjum się kończy… Kocham.


Między nami nuda strach, twego głosu wciąż mi brak….

Cały rozdział mojego życia związany z Kalwarią i jej pięcioma mieszkańcami – zakończyłam.
Definitywnie, bez żadnego „ale”. Nie chciałam tego dłużej ciągnąć, nigdy więcej.
Nie popełnie drugi raz tego samego błędu.Byłam okropnie głupia wierząc w to wszystko.

Artur też mnie wychujał, bo podobno „wcale nie było tak jak Ci pisałem”.
Czy każdy chłopak musi ze mnie kpić? Yh. Jeden wcale ze mnie nie kpi i jakby to ująć…
Lubię go? Tak,ale lubię, tylko lubię.Obiecałam sobie,że NIGDY WIĘCEJ. Nigdy!
Wiem,że nie dotrzymam słowa. Ale… Warto się pomęczyć, żyć w takiej „ascezie”,prawda?
Chwilowo … zmykam.


  • RSS